Gazeta.pl > Technonews

Największe wpadki "antypiratów"

fot. Martin Monroe, Creative Commons (cc-by-sa-2.0)

Nie ma chyba na świecie instytucji, która miałaby gorszą opinię wśród internautów niż RIAA - czyli Amerykańskie Stowarzyszenie Przemysłu Fonograficznego. Faktem jest, że organizacja, która za główny cel postawiła sobie zwalczanie bezpośredniej wymiany plików po prostu nie ma szans na dobre notowania - ale z drugiej strony przyznać trzeba, że RIAA na fatalną opinię uczciwie sobie zapracowała. Jesteśmy gotowi się założyć, że jeśli wkrótce ukaże się jakaś nowa książka na temat katastrof PR-owych, to rozdział o RIAA będzie najobszerniejszy. Przedstawiamy kilka przykładów...

cad

Organizacja RIAA działa od lat (to taki amerykański ZPAV), ale przez dekady mało kto poza Amerykanami wiedział, co to za cudo. Głośno zrobiło się o niej dopiero we wrześniu 2003 r., gdy jej prawnicy skierowali do sądów kilka tysięcy pozwów przeciwko użytkownikom P2P - zarzucano im w nich piractwo i domagano się idących w tysiące USD odszkodowań za nielegalne udostępnianie muzyki w sieciach P2P. Wkrótce później dołączyła do niej siostrzana filmowa organizacja - MPAA. Do dziś takich pozwów złożono już kilkadziesiąt tysięcy.

Ok, ta cała polityka pozywania tysięcy ludzi tylko za to, że udostępniali kilka piosenek w Sieci też wydaje nam się strzelaniem z armaty do much, ale cóż - skoro prawnicy RIAA uznali, że muszą, to trudno. Ale jeśli ktoś pozywa za udostępnianie gangsta-rapu babcię, która w życiu nie ściągała plików albo jakiegoś nieboszczyka, to sam się prosi o kpiny i krytykę...

Tej kpiny i krytyki pojawiło się z czasem na tyle dużo, że RIAA ostatecznie wycofała się z masowego pozywania internautów - kilka tygodni temu organizacja ogłosiła zakończenie swojej prawnej krucjaty. Ale w naszej pamięci pozostanie wiele związanych z nią wydarzeń - wśród nich poniższa piątka...

1. Sprawa Marie Lindor

To była pierwsza głośna porażka RIAA - nastąpiła dość szybko, bo niespełna miesiąc po rozpoczęciu polityki pozwów. Okazało się, że prawnicy organizacji nie dość dokładnie sprawdzili dane osób, które zamierzają oskarżyć o piractwo i zaciągnęli do sądu Bogu ducha winną babcię, Marie Lindor. Według RIAA, pani Lindor miała jakoby udostępniać w Sieci ponad 2000 piosenek (głównie gangsta rap). Problem w tym, że kobieta w życiu nie miała komputera, a nawet gdyby miała, to jej kompetencje w zakresie obsługi urządzenia pozwoliłyby jej co najwyżej wcisnąć przycisk "On".

2. Sprawa smittenedkitten

Dobra, pozwać babcię-komputerową ignorantkę to jedno - sprawa kompromitująca dla RIAA i dość zabawna dla reszty świata. Ale pozwać nieboszczkę to już zupełnie inna para kaloszy i zupełnie inny kaliber katastrofy PR-owej. To dokonanie RIAA datuje się na rok 2005, kiedy to organizacja raczyła złożyć pozew przeciwko niejakiej Gertrude Walton (korzystającej jakoby z nicka smittenedkitten), która - jak wynikało z akt sądowych - masowo udostępniała w P2P nagrania rockowe. Problem w tym, że w momencie zainicjowania sprawy sądowej pani Walton od kilku miesięcy przebywała już w lepszym świecie... Co ciekawe, RIAA mogła uniknąć tej kompromitacji - kilka tygodni przed formalnym złożeniem pozwu córka nieboszczki przedstawiła prawnikom organizacji akt zgonu. Ale najwyraźniej uznano, że śmierć nie zwalnia pani Walton z odpowiedzialności za piractwo...

3. Sprawa Sarah Seabury Ward

Masz 66-lat, dopiero co zaczęłaś korzystać z komputera (Macintosha) i pojęcia nie masz, co to P2P? Bój się pozwu od RIAA. W identycznej sytuacji była bowiem kilka lat temu niejaka Sarah Seabury Ward, a stowarzyszenie i tak ją pozwało. Co więcej - w pozwie napisano, że pani Ward udostępniała w P2P tysiące utworów rockowych, wykorzystując do tego program KaZaA. Problem w tym, że - jak już wspomnieliśmy - pozwana korzystała z systemu Mac OS, dla którego nie był dostępny klient KaZaA, a poza tym z racji wieku i usposobienia Sarah preferowała raczej muzykę klasyczną.

4. Sprawa otwartego WiFi

Trzy opisane powyżej przypadki są z pewnością kompromitujące dla RIAA, ale od biedy można je zaklasyfikować jako "wypadki przy pracy" - ot, ktoś nie dość dokładnie sprawdził dane czy popełnił błąd podczas analizowania logów z sieci P2P. Kolejna wpadka jest jednak dużo, dużo poważniejsza - chodzi o słynną deklarację prawników organizacji dotyczącą otwartych sieci WiFi - podczas jednego z procesów przeciwko użytkownikowi P2P stwierdzili oni, że osoba, która zainstaluje w domu sieć bezprzewodową i nie zabezpieczy jej należycie, powinna ponosić odpowiedzialność prawną za działania innych osób, które nielegalnie skorzystają z tejże sieci. Czyli kupujesz sobie router WiFi, źle go zabezpieczasz - lub nie zabezpieczasz wcale, twój wybór - i... spodziewaj się pozwu, bo ktoś podpiął się do twojej sieci i udostępniał "empetrójki".

Oczywiście, pomysł ten został zmieszany z błotem przez wszystkie możliwe organizacje zajmujące się ochroną konsumentów i prywatności, więc RIAA nie ma najmniejszych szans na jego zrealizowanie - faktem jednak jest, że taka idea pojawiła się (kilkanaście miesięcy temu). Życie dopisało do tej sprawy zabawny epilog - kilka miesięcy temu pewien niemiecki internauta, pozwany przez lokalny odpowiednik RIAA, został uniewinniony właśnie dlatego, że nie zabezpieczył sieci. Sąd uznał, że skoro do sieci bezprzewodowej mógł się podłączyć ktoś oprócz jej właściciela, to nie da się dowieść, że to właśnie on udostępniał pliki. Jest sprawiedliwość na tym świecie, prawda?

5. Sprawa piracących drukarek

Na koniec  zostawiliśmy sobie coś specjalnego - drukarki i routery winne łamania praw autorskich. To pewien wyjątek na naszej liście - oto PR-owy problem RIAA, który nie został jednak spowodowany przez stowarzyszenie. Chodzi o prace grupy amerykańskich badaczy, którzy kilka miesięcy temu dowiedli , iż technologię wykorzystywaną przez RIAA do namierzania użytkowników P2P da się w banalny sposób oszukać.

Naukowcy z University of Washington eksperymentowali z technikami wykorzystywanymi do namierzania użytkowników P2P - ich badania dowodzą, że wysyłając do Internetu odpowiednio spreparowane dane można sprawić, iż przypadkowe komputery zostaną błędnie zidentyfikowane przez RIAA czy MPAA jako maszyny, z których udostępniane są pirackie pliki. Wyniki eksperymentu przeszły wszelkie oczekiwania - okazało się, że sekretariat Alma Mater badaczy został wręcz zasypany pismami od obu organizacji, w których domagano się natychmiastowego zaprzestania nielegalnego udostępniana muzyki i filmów.

Szczególnie zabawne jest to, że na przesłanych do władz uniwersytetu listach urządzeń, z których jakoby udostępniano pirackie pliki, znalazły się m.in. drukarka sieciowa oraz router. Obawiamy się, że ciężko będzie uzyskać od nich jakiekolwiek odszkodowanie, o przyznaniu się do winy nie wspominając...

Jeśli uważacie, że pominęliśmy jakąś szczególnie ciekawą wpadkę RIAA, MPAA czy innych "antypiratów", poprosimy o sugestie w komentarzach - nie wykluczamy powstania kolejnej części listy.

Dodaj swój komentarz:
Autor:
Login / Pseudonim: Hasło:
Komentuj pod pseudonimem jako Gość lub zaloguj się
| Załóż konto
Komentarz:

Najczęściej czytane
Wymagania sprzętowe Windows 7 takie same, jak Visty

Wymagania sprzętowe Windows 7 takie same, jak Visty

Microsoft ujawnił podczas targów Consumer...

Windows 7 - tapety pulpitu

Windows 7 - tapety pulpitu

Cóż bardziej interesuje użytkowników w nowym...

Porntube - 8 ciekawostek

Porntube - 8 ciekawostek

Porntube to odpowiednik YouTube - tyle że z...

Jak Sal poślubił własną konsolę...

Jak Sal poślubił własną konsolę...

Na temat Japonii i Japończyków krąży wiele...

Młodzież masowo uprawia sexting

Młodzież masowo uprawia sexting

Tak w każdym razie wynika z raportu,...

Tapety Windows 7 - wszystkie

Tapety Windows 7 - wszystkie

Krótka informacja fotograficzna. Tapety...

Dzień Porno, czyli Youtube jak Porntube

Dzień Porno, czyli Youtube jak Porntube

Administratorzy Youtube.com ostatniej doby z...

Najczęściej komentowane

Darmowe programy

StaxRip 1.1.5.2 Beta

StaxRip to darmowe narzędzie do konwertowania plików DVD, DVB czy DV do MPEG-4.

TeamViewer Portable 5.0.7904

TeamViewer Portable to mobilna wersja aplikacji, która służy do uzyskania zdalnego dostępu do innego komputera.

InstallCenter 8.2

InstallCenter służy do automatycznej instalacji oprogramowania.

Zback 1.90.5.b

Zback jest bezpłatną aplikacją umożliwiającą błyskawiczne synchronizowanie plików w systemie Windows.

MCNLive Kris Beta 1

MCNLive to reaktywacja zarzuconej przed laty dystrybucji opartej na Mandrivie. Tak jak niegdyś, celem systemu jest możliwość uruchomienia systemu na k...